Baza wiedzy z zakresu medycyny estetycznej, ogólnej i chińskiej. Najlepszy Portal!

Wywiad profesora Bogusława Halikowskiego

Wypada chyba odrzucić założenie, że owa klientela prywatna to osoby na tyle niedorozwinięte, aby nie potrafiły ocenić, czyje działanie bardziej im pomaga – wysokiej klasy specjalisty, zajmującego się badaniem jądra komórkowego, czy też tego „medycznego debila”. Przecież zanim poddali się leczeniu przez tego ostatniego, musieli bywać wcześniej i u tych pierwszych. Jak wyjaśnić tę zagadkę? Przecież to ci pierwsi właśnie powinni mieć klientelę walącą do nich drzwiami i oknami.

Sądzę, że odpowiedź znajdziemy w wywiadzie prof. Bogusława Halikowskiego, członka PAN („Życie Warszawy” z 24 grudnia 1983 r.), który w artykule Między gustami a „nieludzkim humanizmem” przytacza zdanie jednego z najwybitniejszych lekarzy angielskich, że „najważniejszym lekiem jest osoba lekarza”. A prof. Magdalena Sokołowska, ekspert Światowej Organizacji Zdrowia, kierownik Zakładu Społecznych Problemów Zdrowotności w PAN, pisze w swojej książce Granice medycyny (Warszawa 1980), że „tradycjonalni i współcześni lekarze są w pewnym sensie niezmierzonymi jeńcami swojej własnej skuteczności: obaj przypisują sukces, jaki powodują, rzeczom, które dają, podczas gdy częściej decydujące jest ich zachowanie się w stosunku do pacjenta”.

Gdyby w czasie wspomnianej epidemii ów „niemal medyczny debil” i genialny naukowiec, były lekarz, zaczęli przyjmować pacjentów razem w jednym gabinecie, nie wiem, jaką opinię wydałby ten pierwszy o drugim, obserwując jego poczynania. Zwróćmy uwagę, że, jak mówi dr. B., owych byłych lekarzy próbowano zmobilizować do walki z jednym właściwie w przeważającej mierze schorzeniem – z grypą właśnie. Łatwo sobie wyobrazić, na jaką zarobiliby oni opinię, gdyby do owego wspólnego gabinetu zaczęli przychodzić pacjenci w normalnym czasie, z setkami najróżniejszych chorób.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.