Przeciwnicy bioterapii

Przeciwnicy bioterapii twierdzą, że w ciężkich przypadkach potrzebne są silniejsze środki, że „Naprawdę nie ma żadnych prawdziwych osiągnięć bez cierpień i morderczego wysiłku – twierdzi prof. Halikowski. – Być może znamieniem epoki jest niechęć do wysiłku, skąd każda łatwizna jest chwytliwa i dlatego szerzą się tak łatwo magiczne metody działania. Istnieje takie francuskie powiedzenie, że prawdziwych wartości nie mierzy się na applaudismetrze, czyli to co wywołuje chwilowy nawet gromki poklask, jest niewiele warte”. Teza ta sprawdza się tylko w obrębie określonego paradygmatu naukowego. Kiedy popatrzymy na „parametry możliwości” jakiegokolwiek zjawiska z innego punktu widzenia, np. technicznego, okazuje się, że to, co w jednej cywilizacji wyglądało na zupełnie niemożliwe, w drugiej było niezmiernie łatwe i proste. Tym zaś z lekarzy, którym wydaje się, że uprawianie bioterapii jest lekkie, łatwe i przyjemne, mogę tylko życzyć, aby stanęli naprzeciwko chorych ludzi bez możliwości przepisania leku, bez możliwości zaordynowania jakichkolwiek zabiegów, bez użycia skalpela ani wysłania choćby do sanatorium, Oczywiście nie należy z tym przemęczeniem przesadzać. Nigdy nie mogłem zrozumieć, kiedy pan Stanisław Nardelli twierdził, że po sześciu, ośmiu minutach seansu zbiorowego jest śmiertelnie zmęczony. Po upływie tej ilości czasu można się zmęczyć, prze- biegnąwszy dystans około trzech kilometrów, przepływając dystans kilkuset metrów, wspinając się w szybkim tempie na wzgórze o ostrym stoku, bądź utrzymując w rękach znaczny ciężar. Owszem, czuję się zmęczony po spotkaniach z pacjentami, ale upływ czasu mierzy się tu w godzinach, a nie w minutach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *