Baza wiedzy z zakresu medycyny estetycznej, ogólnej i chińskiej. Najlepszy Portal!

Mity rozpowszechniane na temat bioterapeutów – kontynuacja

Jeśli więc pacjentka ma np. 15 zabiegów operacyjnych brodawczaka krtani (co rok lub częściej) i po kilku spotkaniach kontrola lekarska nie stwierdza jego wznowy, to zarzut o szkodzeniu pacjentom staje się demagogią. Trzeba z całą stanowczością powiedzieć, że bioterapeuta może jednak pomóc pacjentowi tylko do określonego stadium nowotworu, dlatego też postępowanie jego musi być bardzo ostrożne i wyważone. Wielokrotnie przy tym terapeuci kierują pacjentów na badania lekarskie, żądając rozpoznań, gdyż dotychczas, pod wpływem strachu, nie robili tego. Każdy ma tu swoje spostrzeżenia i swoją opinię na temat skuteczności leczenia nowotworów przez medycynę tradycyjną. Jest natomiast jedna grupa nowotworów, w której leczeniu nasi onkolodzy mają fantastyczne osiągnięcia. Są to przypadki, którymi przedtem zajmowali się bioterapeuci. Leczenie wszystkich pozostałych idzie różnie. Nie można więc twierdzić, że gdyby tylko pacjent przyszedł do lekarza wcześniej i nie tracił czas na szarlatana, zostałby wyleczony w szpitalu. Rozumowanie takie jest doprawdy mało eleganckie.

Trzecim mitem jest przeświadczenie sceptyków, że bioterapia poprawia jedynie samopoczucie chorego, że jest leczeniem objawowym, paliatywnym, że to tylko sugestia w połączeniu z autosugestią pacjenta. Skutki, jakie bioterapeuci wywołują w organizmie pacjenta, choćby najbardziej szokujące, sceptyków nie przekonują.

„Rozumowanie oparte na efektach jest wątpliwe (…). Za jedynie racjonalne podejście uznajemy takie, które dociera do przyczyny zjawisk i, ustaliwszy je, wyprowadza z nich logiczne wnioski” – twierdzi na łamach „Służby Zdrowia” profesor Halikowski, rozprawiając się z paramedycyną i odmawiając jej wszelkich wartości.

Skoro tak, to chciałbym zadać pytanie, na ile dotarł sam profesor do przyczyny zjawisk np. przy bólach głowy. A może wie, skąd się bierze odporność gatunkowa lub rasowa na różne choroby. Albo dlaczego przy nerwowym stylu życia zwiększa się ilość tromboksanu A2 kosztem prostacykliny? Pytań takich można by zadać setkę. Mówienie więc w tej sytuacji o docieraniu do przyczyn zjawisk jest chyba lekką przesadą i na dodatek kłóci się z każdą filozofią, która mówi, ze świat nigdy nie będzie do końca poznany. To samo zresztą twierdzi Hoimar von Ditfurth: świat jest poznawalny przez człowieka na tyle, na ile jego mózg na poziomie dzisiejszego rozwoju może ogarnąć złożoność jego struktur. Jeszcze tak przecież niedawno złożoność materii nieożywionej dawała się objaśnić za pomocą pojęć zrozumiałych jedynie dla Alberta Einsteina i kilku innych fizyków, a i wtedy podejrzewano, że do równań wyprowadzanych przez tego genialnego fizyka musiał wkraść się chochlik matematyczny. Kolejne odkrycia fizyków sprawiły, że zrozumienie złożoności materii stało się jeszcze większe i wątpię, czy przeciętny człowiek jest w stanie ją sobie wyobrazić – nawet jeśli jest lekarzem. Złożoność materii ożywionej w stosunku do nieożywionej wydaje mi się o kilka rzędów wielkości większa i naprawdę nikt nie zna (i chyba nie pozna) prawdziwych „przyczyn zjawisk”.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.