Baza wiedzy z zakresu medycyny estetycznej, ogólnej i chińskiej. Najlepszy Portal!

Doświadczenia szpitalne bioterapeuty

Kiedy usiłowałem przypomnieć sobie, w jakim szpitalu byłem po raz pierwszy, miałem poważne trudności. Chyba była to Akademia Medyczna w Gdańsku i był to przypadek kobiety, która, chorując na serce, straciła przytomność w momencie pomiaru ciśnienia krwi. Zanim udzielono jej pomocy, kora mózgowa pozbawiona tlenu dłużej niż pięć minut przestała pracować. Wykres jej pracy na monitorze był płaski przez 2 tygodnie. Kobieta była całkowicie nieprzytomna, bez reakcji.

– Po co pan przyjechał do takiego przypadku? – Przywitała mnie dyżurująca lekarka. – Przecież tu zaszły już zmiany nieodwracalne. Nas mógłby pan poleczyć, podziałać na nasze wrzody żołądka.

Byłem zaskoczony tymi słowami. Wydawało mi się, że kto jak kto, ale lekarze powinni być chyba zdrowymi ludźmi. Był to jednak początek mojej bioterapeutycznej działalności i wielu rzeczy jeszcze nie wiedziałem.

Nie, nie miałem nic przeciwko temu, żeby zająć się leczeniem lekarzy. Wielu z nich zresztą było i wielu jest moimi pacjentami. Wtedy pojechałem jednak do tej nieprzytomnej kobiety. Powiedziałem pani doktor, że nie znałem dokładnie rzeczywistego stanu chorej, że zdaję sobie sprawę, iż 4-5 minut niedotlenienia prowadzi do zmian nieodwracalnych. Gdybym wiedział o tym wcześniej, to z pewnością bym nie przyjechał.

– Niech więc pan to powie mężowi tej pani, może w końcu przestanie nas nachodzić.

– Oczywiście, że mu to powiem.

Mężczyzna wysłuchał moich słów z wyrazem rezygnacji i opuszczoną głową i nie umówiliśmy się już na następną wizytę. W dwa dni później pojawił się jednak w moim domu. Był przejęty.

– Pielęgniarki i masażysta zauważają, że z żoną coś się dzieje. Pojawiły się pierwsze ruchy, ona zaczyna reagować!

Czy można było nie pojechać po raz drugi? Kobieta była nieprzytomna w dalszym ciągu, nie był to już jednak bezwład całkowity, widać było, że życie zaczyna się w niej tlić.

Jadąc do niej po raz trzeci, usłyszałem, że odpowiada na pytania i mówi nawet sama do siebie. W przeważającej mierze był to jednak niezrozumiały bełkot, wyraźnych słów wypowiadała może dziesięć procent, kiedy jednak mąz zaśpiewał tuż przy niej Lulajże Jezuniu, powtórzyła za nim tę kolendę w osiemdziesięciu procentach dokładnie. Po trzecim spotkaniu przewieziono ją na oddział wewnętrzny. Niemal za każdym razem powtarzało się sakramentalne pytanie męża:

– Jak pan ją widzi, jakie są jej szanse?

– Dopóki będzie pan obserwował poprawę stanu żony, będzie to oznaczało, że zmiany w korze mózgowej są do cofnięcia. Kiedy rozwój zatrzyma się w miejscu, będzie to znak, że możliwości bioterapii wyczerpały się. Że dalej zaczyna się granica niemożliwego.

Dość szybko chora zaczęła słyszeć, ze wzrokiem natomiast było gorzej. Wydawało się, że widzi, że wodzi wzrokiem za ręką. Przybywało trochę słów, skarżyła się sama do siebie na to, co ją spotkało. „Dlaczego?” i „Boże mój, Boże” powtarzała setki razy.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.