Baza wiedzy z zakresu medycyny estetycznej, ogólnej i chińskiej. Najlepszy Portal!

Choroby niemetaboliczne

Typowym schorzeniem niemetabolicznym jest, moim zdaniem, liszaj Wilsona. Jest to uczucie żywej rany po wewnętrznej stronie policzka. Każdy ruch językiem, dotknięcie tej rany, wywołuje dojmujący ból. Mój pacjent dowiaduje się w specjalistycznej poradni, że schorzenie to będzie pojawiać się okresowo dość często – nawiasem mówiąc, do końca życia. Tego rodzaju stan można usunąć w trakcie jednego, dziesięciomi- nutowego spotkania. Musi być więc to zakłócenie jedynie w proporcji dodatnich i ujemnych cząstek, gdyż fizjologiczna nieprawidłowość wymagałaby znacznie więcej czasu. Uczucie otwartej rany pojawiło się jeszcze w kilka miesięcy później, a potem upłynęło już trzy czy cztery lata i po tej dolegliwości nie ma nawet śladu.

Taką chorobą niemetaboliczną będzie także rak skóry powstały w wyniku intensywnego opalania się. Podobnie – rak płaskokomórkowy powstający na brzuchu kaszmirskich pasterzy przypadek ten wspomniany jest w rozdziale o naturze chorób nowotworowych. Chodzi mi tu jedynie o sam początek choroby, kiedy to promieniowanie podczerwone z żarzących się gałązek z glinianych pojemników noszonych przez pasterzy na brzuchu dociera do skóry brzucha i głębiej. To, co się dalej dzieje, dalszy rozwój nowotworu, to już czysta fizjologia, ale sam początek jest natury czysto bioelektronicznej.

Proszę zrobić następujące doświadczenie: zawinąć rękaw od koszuli i zbliżyć przedramię do ekranu długo grającego telewizora. Wszystkie włoski staną na sztorc. Zjawisko to wywołuje dodatnia jonizacja ekranu telewizyjnego. Potem proszę przetrzeć ekran wilgotną szmatką i znów zbliżyć rękę – zauważymy, że teraz nic już się nie dzieje. Będąca ujemnym polielektrolitem woda niweluje dodatnią emisję cząstek. Ekran nie emituje ich teraz na mieszkanie przez około dwie godziny. Doświadczenie jest tak śmiesznie proste, że można sprawdzać ekran co dziesięć minut. Łatwo chyba sobie możemy teraz wyobrazić, ile wchłaniamy tych niepotrzebnych dodatnich cząstek jadąc pociągiem elektrycznym, tramwajem, trolejbusem, czy też idąc choćby ulicą dużego miasta. Jedynym ratunkiem przed jonizacją wydaje się być profilaktyka. Wiadomo, że siatka Faraday’a – system połączonych poziomych i pionowych drucików miedzianych – jest ekranem dla fali EM. Gdyby więc włożyć taką siatkę, ważącą jeden, dwa dekagramy, do zimowej futrzanej damskiej czapki, to chronilibyśmy w ten sposób przynajmniej głowę – najbardziej wrażliwą część naszego organizmu. Może całe ubranie będzie kiedyś impregnowane taką siatką? Jeśli nie codzienne miejsca pracy to przynajmniej ośrodki wczasowe otoczone będą wysoką drucianą siatką, tak jak dziś otacza się korty tenisowe. Jeśli dziś powstało pojęcie „zdrowej żywności”, do której wytworzenia nie używa się sztucznych nawozów, to w ośrodku takim obowiązywać będzie cisza elektroniczna. Żadnych telewizorów, radioodbiorników, w pokoju nastrojowe świeczki zamiast prądu. Taki dwutygodniowy pobyt da relaksację organizmu taką, jakby się odpoczywało na łonie najdzikszej natury, nieskażonej żadnym cywilizacyjnym dotknięciem. Nie trzeba wielkiej przenikliwości, żeby tego rodzaju przyszłość sobie wyobrazić. Pod swoje wygodne, sztuczne, nie dające żadnej ochrony przed działaniem cieku wodnego, materace zaczniemy znów wkładać skóry zwierzęce albo sienniki ze słomy. Rozwoju cywilizacyjnego nie da się oczywiście cofnąć i nikt do tego nie dąży, co wcale nie przeszkadza, aby szukać sposobów na życie bardziej zgodne z naturą.

Podobne Artykuły

Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.